AUTORZY

Agnès Ledig

Marta Calvo Agnes Ledig

Copyright: © Marta Calvo

Agnès Ledig, matka trójki dzieci, nigdy nie marzyła, by zostać pisarką. Pracowała jako położna w szpitalu. Swój talent odkryła przypadkiem, prowadząc dziennik w czasie choroby swego synka, cierpiącego na białaczkę. To jeden z lekarzy syna, przeczytawszy jej zapiski, zachęcił ją do pisania. Kiedy dziecko zmarło Agnès pisała nadal, odnajdując dzięki temu odwagę do życia i nadzieję.

W 2011 roku jej debiutancka powieść Marie d’en haut odniosła błyskawiczny sukces, zyskując główną nagrodę w plebiscycie czytelniczek „Femme Actuelle”.

W 2013 powieść Juste avant le bonheur otrzymała prestiżową nagrodę Prix des Maison de la Presse (przyznawaną przez francuskich księgarzy) i zyskała status bestsellera. Książka sprzedała się w liczbie ponad 320 000 egzemplarzy i została przetłumaczona na 12 języków. Od czasu premiery wciąż utrzymuje się wśród najlepiej sprzedających się książek we Francji. Również kolejne tytuł u autorki: Pars avec lui (2014), On regrettera plus tard (2016) od razu weszły na francuskie listy bestsellerów, a każdy z nich sprzedał się w ponad 100 000 egzemplarzy.

Skromna położna stała się z dnia na dzień prawdziwą gwiazdą francuskiej literatury i jedną z najważniejszych autorek wydawnictwa Albin Michel, wydawcy takich pisarzy jak Eric-Emmanuel Schmitt, Pierre Lemaitre, czy Amélie Nothomb.

Czytelnicy i recenzenci często porównują twórczość Agnès Ledig do książek Nicolasa Sparksa i Anny Gavaldy. Jej proza ceniona jest za umiejętne łączenie ludzkich dramatów z humorem. Czytelnicy podkreślają, że książki Ledig pomagają odzyskać nadzieję i pogodzić się z życiem, poruszają do głębi, bez taniego sentymentalizmu, za to ze szczerością prawdziwych emocji i wrażliwością.

Trzeba mieć prawdziwy talent, by skreślić zabawne błyskotliwe dialogi, poruszyć emocje nie popadając w banalną celebrację dramatu lub pretensjonalną egzaltację w opisywaniu szczęścia. Trzeba mieć bolesną świadomość życia, trzeba samemu oswoić cierpienie, by z taką wrażliwością, szczerością i dojrzałością ukazać tę tajemniczą siłę, która pozwala człowiekowi przyjąć to, co nieubłagane i iść dalej.  Le Figaro.

 

Femi-9, (Francja), wywiad z 2013

 

PISANIE, CHOROBA WIRUSOWA, Z KTÓREJ NA SZCZĘŚCIE NIE DA SIĘ WYLECZYĆ

„Złapałam wirusa! Nie wiem, czy można się z niego wyleczyć, póki co nie widać poprawy” mówi Agnes Ledig, z której bije optymizm.  Ponieważ pisanie pomogło jej odbudować życie na nowo, dzieli się tym ze swoimi czytelnikami. Jej powieści są niczym balsam dla duszy!

 

Jak narodził się pomysł napisania Dwóch sekund przed cudem?

Podjęłam główne wątki z mojej pierwszej powieści, która nie została nigdy wydana. Była bardzo mroczna, więc dodałam jej kolorów, zmieniając wiele rzeczy! Przeszłam długą drogę od pierwszej wersji z 2005 roku. Teraz widzę życie zupełnie inaczej.

Jak wyglądała praca nad książką?

W ciągu dnia wykonywałam pracę położnej. Pisałam wieczorami, kiedy wszyscy już spali. Natchnienie to coś, czego nie próbuję zrozumieć, przychodzi zupełnie naturalnie. Kiedy zasiadałam przy biurku rozwijałam pomysły, które przyszły mi do głowy w ciągu dnia i które zanotowałam w swoim notesie. Potrzebowałam pięciu miesięcy by zredagować powieść, pracując po dwie godziny każdego wieczoru.

Na pierwszych stronach powieści przywołujesz termin „koalescencja”: ” Zbliżenie osób wrażliwych i poranionych, które doprowadza do trwałej odbudowy każdego członu poprzez całość, którą razem tworzą”…

Odkryłam ten termin szukając synonimów. Pomyślałam wtedy, że doskonale oddaje on to, co przydarzyło się moim poobijanym przez życie bohaterom, którzy pomagają sobie nawzajem. Wszyscy mamy jakieś rany i pęknięcia, wszyscy jesteśmy trochę pokaleczeni przez życie, bardziej silni lub mniej.  Ale dwie gładkie powierzchnie nie przylgną do siebie. Tymczasem jeśli są porowate i szorstkie lepiej się ze sobą łączą. Ta prawidłowość ma zastosowanie również w przypadku kontaktów międzyludzkich. Jest taki cytat z Jeana Giono, który bardzo lubię: „Ubite szlaki nie oferują żadnych skarbów, podczas gdy inne są ich pełne”. Sądzę, że życie, w którym nic się nie dzieje nie jest zbyt interesujące… Zresztą, i tak nie mamy wyboru! Nie wybieramy sobie życia bez burz, ani burz w naszym życiu, to się nazywa przeznaczenie. I wychodząc od tego, możemy wybrać swój kąt widzenia: albo szklanka jest dla nas do połowy pełna, albo do połowy pusta.

No właśnie, jak udaje się Tobie patrzeć na życie tak pozytywnie po tym, jak przeżyłaś tragedię?

Potrzeba mieć w sobie dużo optymizmu już od samego początku. Widzę dookoła wielu ludzi, którzy są naprawdę na samym dnie i nie chcę być taka, jak oni. Co sprawia, że jedni chcą odzyskać radość życia, a inni nie potrafią się podnieść? Nie wiem… Nie twierdzę, że to proste. Każdy potrzebuje więcej lub mniej czasu, aby się odbudować. Ale szczerze mówiąc myślę, że chodzi tu o praktykowanie autosugestii. Zawsze uwielbiałam się śmiać, nie wyobrażam sobie, bym mogła żyć bez tego, nawet przechodząc przez trudne doświadczenia. A poza tym nasz syn przekazał nam swoją radość życia i bardzo mi zależało, by nie złamać danej mu obietnicy: że po jego śmierci wszystko będzie dobrze.

Czy pisanie ma dla ciebie zawsze aspekt terapeutyczny?

Nie, już teraz nie. To rodzaj ucieczki, podróży do innego świata. Kiedy piszę jestem jakby zamknięta w swojej jaskini. Kocham gry słowne, lubię wymyślać różne sytuacje, opowiadać historie. To sprawia, że czuję się dobrze. Mam ochotę zgłębiać tematy, które mnie poruszają, nawet jeśli nie dotyczą mnie osobiście, jak na przykład przemoc wobec kobiet. Pisanie to świetne narzędzie, dzięki któremu można się tym zająć.

Jakie przesłanie chciałaś przekazać poprzez Dwie sekundy przed cudem?

Chciałam powiedzieć, że życie jest piękne, pomimo trudnych doświadczeń, które nas spotykają i że łatwiej się żyje razem z innymi. Chciałam pokazać, że szczęście kryje się być może w prostych radościach, w małych rzeczach, które mogą sprawić wielką zmianę i nadać życiu sens. To nasz syn Nathanael otworzył nam na to oczy: po spędzenie ponad dwóch miesięcy w sterylnej izolatce, pierwsze zdanie, jakie wypowiedział na parkingu brzmiało: Zobacz, motyl usiadł na kwiatku! Rozpłakałam się i pomyślałam, że po tym jak był pozbawiony tych wszystkich drobnych rzeczy zauważa je po stokroć. Podczas gdy my, mając je codziennie na wyciągnięcie ręki, w ogóle przestaliśmy je zauważać. A poza tym, skoro nikt z nas nie może się ukryć przed wypadkami i ryzykiem, jakie niesie życie, trzeba naprawdę nauczyć się czerpać z każdej chwili.

Powieść, która nie kończy się dobrze. Wyobrażasz sobie w ogóle coś takiego?

Z trudem! Choć piszę obecnie niewielkie opowiadanie w formie epistolarnej, które kończy się dosyć gwałtownie i podoba mi się takie zakończenie, jest okej, także wyobrażam to sobie (śmiech). Jednak nie w powieści, ponieważ jeśli powieść nie będzie miała szczęśliwego zakończenia, to odbierze nadzieję. A ja pragnę dawać moim czytelnikom nadzieję. Wielokrotnie mi mówiono, że w moich książkach jest za dużo pozytywnych uczuć, ale mam to w nosie! (śmiech). Miłe spotkania mają miejsce i to też chciałam pokazać w mojej powieści.

Twoja druga książka zdobyła Prix Maison de la Presse 2013. Co czujesz widząc, że Twoje książki mają taki oddźwięk wśród czytelników?

To bardzo miłe uczucie. Wzrusza mnie to, że czytanie moich powieści angażuje emocjonalnie. Niektórzy mówią mi, że poczuli się lepiej, płakali i to podziałało na nich wyzwalająco.

Jakie są twoje plany na przyszłość?

Jestem bulimiczką nowości. Chciałabym nauczyć  się tak wielu rzeczy. Każdego roku zaliczam w mojej pracy jakieś szkolenie. W moim życiu musi być ciągły ruch, inaczej zaczynam się nudzić.  Zaczęłam pisać nową powieść, musiałam ją na jakiś czas odłożyć,  ponieważ postanowiłam zrobić dyplom związany z pracą położnej. Ale teraz już będę musiała trochę przystopować z pracą w gabinecie, przejść na pół-etatu, aby mieć więcej czasu na pisanie. Co do reszty, to żyję zgodnie z zasadą „carpe diem”: czerpię z tego, co mi się przytrafia, ponieważ życie jest naprawdę niewiarygodne!